Naszą witrynę przegląda teraz 20 gości 

szukaj

Odwiedziło nas:

0

Sonda

Czy twoja bliska lubznajoma osoba nadużywa alkoholu?
 

Odzwiedziło nas :

dziś:97
wczoraj:110
wszystkie odwiedziny:424494
NIKOTYNIZM

 

 

Nikotynizm


Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), papierosy pali ponad miliard osób na świecie. Palenie zabija co roku ponad 4 miliony ludzi. Na choroby, będące wynikiem palenia tytoniu, co 8 min. umiera człowiek. WHO przewiduje, że do 2002 roku, nikotyna będzie przyczyną 20% zgonów na świecie. Szacuje się, że każdego dnia od 82 do 99 tysięcy młodych ludzi zaczyna palić pod wpływem sugestywnych reklam i promocji, prowadzonych przez wielkie koncerny tytoniowe.

Palenie tytoniu nie powoduje wprawdzie natychmiastowych i groźnych dla organizmu następstw, jest jednak przyczyną wielu poważnych chorób. Zdaniem niektórych, wypalenie jednego papierosa skraca życie o 5 minut. Z badań wynika, że co drugi nowotwór złośliwy u mężczyzn w wieku 35-65 lat jest ściśle związany z paleniem tytoniu. Inne badania wykazały, że osoby palące zapadają na nowotwór płuc 20 razy częściej niż niepalący, mają osłabiony system odpornościowy, częściej zapadają też na choroby układu krążenia, przewodu pokarmowego i dróg moczowych. Osłabienie systemu odpornościowego jest wynikiem upośledzenia syntezy przeciwciał, bowiem nikotyna wpływa uszkadzająco na błony lisosomalne hamujące działanie układów enzymatycznych i syntezę białka. Dość powszechnie spotykane jest pogorszenie apetytu, smaku i węchu. Wśród robotników zatrudnionych w fabrykach tytoniu, obok innych objawów przewlekłego zatrucia nikotyną, stwierdzano pogorszenie ostrości wzroku, zwężenie obwodowe pola widzenia, upośledzenie rozpoznawania barw, zmiany w spojówce, rogówce, naczyniach siatkówki i naczyniówki a także neuropatię nerwu wzrokowego. Ostatnie badania wskazują na to, że palenie tytoniu powoduje krótkotrwały wzrost stężenia wolnych kwasów tłuszczowych we krwi, hipercholesterolemię, hiperglikemię a także zwiększa ryzyko powstawania zmętnień soczewki (zaćmy).

Palacze tytoniu są narażeni nie tylko na działanie nikotyny, ale także powstającej podczas palenia tzw. smółki, która zawiera wiele substancji rakotwórczych. Szczególnie niekorzystny wpływ na organizm wywiera tlenek węgla (czad), który łącząc się z hemoglobiną krwi blokuje oddychanie tkankowe. Ponadto, dym tytoniowy zawiera setki innych trujących substancji (m.in. arsen, kadm, fenol, anilinę, siarkowodór, cyjanowodór), które przenikają do organizmu w trakcie palenia.

Ostatnio pojawiły się doniesienia, mówiące o tym, że palenie wyrządza więcej szkód kobietom niż mężczyznom. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że mają one mniejszą objętość płuc niż mężczyźni, a to z kolei sprawia, że utrzymuje się w nich większe stężenie dymu papierosowego. Palące kobiety mogą być tym samym bardziej narażone na rozwój astmy. Udowodniono natomiast niekorzystny wpływ palenia papierosów przez kobiety ciężarne na płód. Częstość palenia przez kobiety ciężarne oceniana jest od 12 do 39%. Palenie papierosów przez kobiety ciężarne wiąże się ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia poronienia samoistnego, porodu przedwczesnego a także z możliwością wystąpienia wad rozwojowych u dziecka.

Na wdychanie dymu tytoniowego narażone jest również otoczenie palacza (tzw. palenie bierne). Stwierdzono, że samo przebywanie przez ok. 4-5 godzin w zadymionym pomieszczeniu jest równoznaczne z wypaleniem kilku papierosów.
Szacuje się, ze schorzenia spowodowane paleniem tytoniu pochłaniają każdego roku więcej ofiar niż łącznie AIDS, wypadki samochodowe i lotnicze oraz wszystkie konflikty zbrojne.

Zdaniem naukowców z Uniwersytetu Harvarda osoby uzależnione od nikotyny są ponad czterokrotnie bardziej narażone na samobójstwo niż osoby niepalące. Ryzyko samobójstwa zwiększa się wraz z liczbą wypalanych papierosów i u osób palących co najmniej 15 papierosów dziennie jest ono 4,5 raza większe niż u niepalących.

Przeprowadzone ostatnio w Stanach Zjednoczonych badania wykazały, że młodzi ludzie w wieku pokwitania, uzależniają się od nikotyny bardzo szybko to jest już nawet po upływie kilku dni do tygodnia od rozpoczęcia palenia. Z innych badań wynika, że tytoń jest substancją psychoaktywną inicjującą inne uzależnienia. Stwierdzono także, że palący papierosy młodzi ludzie w wieku 12-17 lat, w porównaniu z ich nie palącymi rówieśnikami ok. 14 razy częściej nadużywają alkoholu, ok. 100 razy częściej palą marihuanę i ok. 12 razy częściej używają kokainy. Jednocześnie okazało się, że tylko jedna trzecia spośród tych nastolatków, którzy spróbowali palenia - pali później w swoim dorosłym życiu.

Wprawdzie uzależnienie od nikotyny traktowane jest często jedynie jako uzależnienie psychiczne, jednak po nagłym przerwaniu palenia obserwowano występowanie nieprzyjemnych objawów abstynencyjnych w tym napięcia, niepokoju i rozdrażnienia.

W Stanach Zjednoczonych ok. 1,3 mln palaczy rocznie rzuca palenie a ok. 15 mln. podejmuje nieudane próby rzucenia palenia. Coraz więcej osób uważa, że palenie jest rozrywką klas niższych, a fakt palenia nierzadko stanowi przeciwwskazanie przy wyborze partnera życiowego. Stwierdzono też, że zaufanie do osób palących jest mniejsze niż do niepalących i np. palacz nie miałby szans na zostanie prezydentem. Olbrzymi procent badanych uważał, że palenie jest zachowaniem "niekobiecym" a jedynie niewielki procent traktował je jako zachowanie "męskie".

W 1999 roku w 13 krajach (m.in. Polsce) przeprowadzono wśród uczniów w wieku 13-15 lat ankietę (Global Youth Tobacco Survey) opracowaną przez Światową Organizację Zdrowia i amerykańską instytucję Centers for Disease Control and Prevention. Okazało się, że prawie 70% polskich dzieci w wieku 13-15 lat przynajmniej raz paliło papierosy. Polska plasuje się wysoko w statystyce konsumpcji wyrobów tytoniowych, bowiem Polacy rocznie wypalają ok. 90 mld papierosów, czyli 2,3-2,7 tys. na jednego Polaka i wydają na papierosy ok. 4 mld. dolarów (16 mld PLZ). Z ostatniego sondażu Demoskopu wynika, że 44% mężczyzn i 24% kobiet w Polsce to palacze tytoniu. Do regularnego palenia przyznaje się 22%, a do okazjonalnego 15% młodzieży w wieku 18-20 lat. 9-10 mln Polaków pali regularnie 15-20 papierosów dziennie. Przeciętny palacz mężczyzna wypala około 19 papierosów dziennie, a kobieta 15. Ok. 5 mln Polaków pali dłużej niż 20 lat. Każdego roku z powodu chorób odtytoniowych umiera przedwcześnie blisko 70 tys. Polaków.
dr n. med. Bohdan T. Woronowicz

 

Gdy chcesz  rzucić palenie.     Jak wytrwać.


W pierwszych dniach powstrzymywania się od palenia warto:

- unikać miejsc, w których dozwolone jest palenie;

- pić duże ilości wody (niegazowanej) i soków owocowych;

- unikać picia alkoholu, który utrudnia kontrolowanie zachowań i często towarzyszył paleniu;

- starać się nie przebywać w miejscach, w które najczęściej wiązały się z paleniem;

- starać się ograniczyć te czynnośći, które dotychczas wiązały się najczęściej z paleniem;

- starać się wykonywać ćwiczenia fizyczne, uprawiać sport;

- poszukać osób, które już od lat nie palą i zapytać jak sobie radziły w początkowym okresie niepalenia i jak sobie radzą obecnie.

Jeżeli brakuje czegoś w ustach warto spróbować coś gryżć (np. marchewkę, kalarepę, jabłko), żuć gumę, ssać cukierki o odświeżającym smaku (np. miętowe) lub łuskać pestki słonecznika czy dyni.


Jeżeli nie wiadomo co robić z rękoma - można zajmować je innymi przedmiotami trzymając w palcach np. ołówek, spinacz, monetę czy zapomnianą już kostkę Rubika.

Stosować zasadę HALT tzn.

nie być głodnym (ang. Hangry), złym (Angry), samotnym (Lonely) i zmęczonym (Tired).
Ponad piętnaście lat temu, dzięki korzystaniu z tych właśnie propozycji, udało mi się zaprzestać palenia. Jednocześnie miałem jednak świadomość, że zapalenie "tylko jednego papierosa" spowoduje powrót do palenia, a kiedyś znowu będę starał się przestać i wówczas będę musiał tak samo cierpieć się jak w pierwszych dniach. Z drugiej strony ilekroć przychodziła mi do głowy myśl, żeby zapalić pojawiał się żal przed utratą tych godzin, dni, a później miesięcy i lat bez papierosa, porannego kaszlu i "braku tchu". Stan ten trwa do dnia dzisiejszego. Ty także masz szansę! Życzę wytrwałości i powodzenia
dr n. med. Bohdan T. Woronowicz

 

5 mln ludzi rocznie umiera z powodu palenia

PAP, MFi / 2004-05-31 13:09:00 


Według dyrektora generalnego WHO, dr Lee Jong-wooka, palenie sprawia, że co 6,5 sekundy umiera na świecie jedna osoba, nie licząc tzw. biernych palaczy. Co roku z powodu palenia papierosów umiera rocznie 4,9 mln ludzi. Liczba ta ma się podwoić w ciągu najbliższych lat."Takie straty ludzkie i ekonomiczne, tak łatwe do uniknięcia, są nie do zaakceptowania" - dodał dr Jong-wook.WHO alarmuje, że palenie tytoniu coraz bardziej rozszerza się w krajach rozwijających, gdzie mieszka 84 procent palaczy. W obecnym tempie liczba palaczy, wynosząca obecnie 1,3 mld, wzrośnie do 1,7 mld w 2025 roku.Według Światowej Organizacji Zdrowia, należy wyjść z "zaklętego kręgu" używania tytoniu i ubóstwa, gdyż w wielu krajach wydatki na zakup papierosów przekraczają często sumy przeznaczone na wyżywienie, zdrowie i edukację.W Egipcie wydatki na papierosy stanowią 10 procent wydatków biednych gospodarstw domowych, a w Bangladeszu wydatki te są 10-krotnie większe, niż na edukację.W ramach obchodów Światowego Dnia bez Tytoniu WHO zorganizowało specjalną demonstrację w Brasilii, stolicy Brazylii, kraju, który prowadzi szczególnie aktywną walkę z paleniem.Pierwszym krajem na świecie, który wprowadził całkowity zakaz palenia tytoniu w restauracjach, pubach, w innych miejscach pracy, zamkniętych pomieszczeniach publicznych i w środkach publicznego transportu była Irlandia. Za złamanie zakazu grozi grzywna w wysokości do 3 tysięcy euro.Irlandia jest pierwszym krajem, w którym zakaz palenia w miejscach pracy obowiązuje na całym jej terytorium - wcześniejsze zakazy palenia w USA objęły tylko wybrane rejony, np. Nowy Jork i Kalifornię.

 

 

 

Co ukrywał przemysł tytoniowy?


Krystyna Gurgul


Handlarze śmiercią
Przez dziesiątki lat koncerny papierosowe były świadome zagrożeń związanych z paleniem tytoniu a równocześnie stale twierdziły, że nie ma dowodów na to, że związki zawarte w dymie tytoniowym wywołują choroby, że nikotyna nie uzależnia.

Wniesiony w 1994 roku pozew stanu Minnesota przeciwko firmom tytoniowym przejdzie do historii jako pierwszy, w którym ujawniono tajne, wewnętrzne dokumenty koncernów. Nawet pobieżna analiza tej ich części, która jest dostępna w Internecie, pozwala na przyjrzenie się poczynaniom firm tytoniowych, dotąd przez 50 lat ukrywanym przed opinią publiczną. Informacje zawarte w archiwach świadczą o tym, że przez dziesiątki lat koncerny papierosowe były świadome zagrożeń związanych z paleniem tytoniu a równocześnie stale twierdziły, że nie ma dowodów na to, że związki zawarte w dymie tytoniowym wywołują choroby, że nikotyna nie uzależnia, a reklamy i akcje promujące papierosy nie są skierowane do dzieci ani młodzieży. Dokumenty pozwalają zobaczyć, jak firmy reagowały na coraz liczniejsze dowody na to, że ich produkty zabijają i jak starały się podtrzymać uzależnienie od nikotyny wśród palaczy, m.in. promując "lekkie" papierosy.W 1972 roku amerykański Tobacco Institute wydał dokument, w którym dokonał przeglądu sposobów obrony interesów firm tytoniowych przed rozpowszechniającymi się poglądami na temat szkodliwych efektów zdrowotnych palenia tytoniu. Podstawowa linia działania koncernów miałą polegać na stworzeniu atmosfery domniemań i wątpliwości dotyczących efektów zdrowotnych palenia, bagatelizowaniu wpływu tytoniu na zdrowie, podkreślaniu innych czynników ryzyka rozwoju chorób. W sierpniu 2000 roku komisja powołana przez WHO do zbadania odtajnionych dokumentów ujawniła, że firmy tytoniowe prowadziły zakrojone na szeroką skalę działania, mające na celu zdyskredytowanie WHO i związanych z nią organizacji.

Opłacani przez koncerny pracownicy naukowi podważali wiarygodność informacji o szkodliwości palenia, a inni specjaliści starali się odwrócić uwagę opinii społecznej od akcji antynikotynowych.
Giganci tytoniowi działali w ten sposób głównie w krajach, gdzie rozpoczynali dopiero sprzedaż swoich wyrobów, a możliwość pozyskania nowych palaczy była duża, m.in. w Polsce.

Kłamstwa
Jak wynika z opublikowanych materiałów, już na początku lat 50. firmy tytoniowe posiadały dane na temat rakotwórczego i uzależniającego działania papierosów. Na początku lat 60. BAT (British American Tobacco) stwierdził podczas badań we własnych laboratoriach, że smoła tytoniowa wywołuje raka u zwierząt. Podjęto próby usunięcia jak największej ilości rakotwórczych substancji z papierosa, okazało się jednak, że związków tych jest tak dużo, że stworzenie "bezpiecznego papierosa" jest po prostu niemożliwe. Koncerny nadal jednak dementowały pojawiające się w prasie medycznej informacje potwierdzające wpływ palenia na rozwój raka płuc i chorób krążenia. Oto cytat z oficjalnego raportu z roku 1983:
"Nie udowodniono naukowo, że palenie papierosów wywołuje takie choroby przewlekłe jak: rak płuca, choroby serca czy rozedma. Nie wykazano także wpływu ubocznego na ciążę".

Nikotyna
Również właściwości uzależniające nikotyny zostały potwierdzone na początku lat 60. Z badań przeprowadzonych na zlecenie firm wynikało, że należy ją uważać za substancję wpływającą na organizm podobnie jak inne narkotyki: paląc musi się zwiększać dawkę w celu osiągnięcia optymalnego efektu, a rzucenie nałogu prowadzi do zespołu odstawienia.
W tajnych dokumentach z 1963 roku szefowie koncernów tytoniowych przyznali, że ich praca polega właściwie na "sprzedaży narkotyku, skutecznie pomagającego w sytuacjach stresowych". Tymczasem w oficjalnych wypowiedziach twierdzili uparcie aż do ostatnich lat, że nikotyna nie uzależnia.

Jeszcze w 1994 roku Thomas Sandefur, prezes B&W zeznawał przed Podkomisją Zdrowia i Środowiska Izby Reprezentantów: "Nie wierzę, że nikotyna uzależnia. Owszem, jest ona bardzo ważnym składnikiem dymu tytoniowego, ale ze względu na smak".
Znaną sprawą jest podtrzymywanie przez przemysł tytoniowy twierdzenia, że papierosy "light" są bezpieczniejsze dla zdrowia. Wielu palaczy wybiera "lekkie" marki właśnie dlatego, że kampanie marketingowe utwierdzają ich w tym przekonaniu. Tymczasem ujawnione dokumenty firm stwierdzają wprost, że "lekkie" papierosy są jedynie skutecznym sposobem podtrzymania palaczy w nałogu, bo dla wielu palaczy stanowią alternatywę między dalszym paleniem, a rzuceniem go w obawie o zdrowie.

Problem nikotyny w "lekkich" papierosach pojawił się w latach 70. Ponieważ zaczęło wzrastać zapotrzebowanie na papierosy zawierające mało substancji smolistych i nikotyny, przemysł tytoniowy skupił swoje działania na próbie ustalenia progowej, wystarczającej do podtrzymania uzależnienia, zawartości nikotyny w dymie. Dokumenty z 1980 roku świadczą, że obawiano się, iż niższe dawki doprowadzą do osłabienia uzależnienia fizycznego do poziomu niemożliwego do zastąpienia przez satysfakcję psychiczną. Firmy obawiały się, że w takiej sytuacji palacze albo rzucą palenie, albo wrócą do marek zawierających większe ilości nikotyny. Nota BAT (British-American Tobacco) stwierdza:
"Jeżeli zbyt szybko zmniejszymy zawartość nikotyny lub obniżymy do poziomu niższego od progu aktywności farmakologicznej, zapewne duża ilość palaczy zrezygnuje wtedy z nałogu".

Ponieważ dzięki odpowiednim zabiegom fizycznym i chemicznym można dowolnie modyfikować zawartość nikotyny w mieszance tytoniu i dymie papierosowym, a sam sposób palenia również ma istotny wpływ na to, jaka ilość nikotyny jest dostarczana do organizmu, biznes tytoniowy polega właściwie na udoskonalaniu, produkcji i sprzedaży produktów umożliwiających dostarczenie narkotyku. Potwierdza to cytat z ujawnionych dokumentów:
"Przemysł tytoniowy należy właściwie uważać za wyspecjalizowaną gałąź przemysłu farmaceutycznego. Produkty tytoniowe, jako jedyne w swoim rodzaju dostarczają nikotynę, narkotyk o silnym działaniu fizjologicznym. Sam papieros nie jest niczym innym, jak metodą dostarczania nikotyny w akceptowalnej i atrakcyjnej formie. Nikotyna jest jedynym koniecznym jego składnikiem, logiczne jest więc projektowanie i produktu, i jego reklamy pod kątem najlepszego sposobu jej dostarczania".

Dym jest najlepszym i najszybszym sposobem dostarczania nikotyny do organizmu, a papieros najlepszym urządzeniem umożliwiającym dozowanie dymu.

Producenci papierosów mogą precyzyjnie manipulować zawartością nikotyny w tytoniu, mogą nawet stworzyć papierosa zupełnie pozbawionego tej substancji. Jednak jest to oczywiście zupełnie nieopłacalne: firmy muszą ciągle pozyskiwać nowych palaczy w miejsce tych, którzy umierają z powodu chorób odtytoniowych, a nikt przecież nie będzie palił papierosów pozbawionych narkotycznego działania.
Początek palenia przypada zwykle na bardzo młody wiek, ważne jest więc wytworzenie jak najwcześniej mocnego uzależnienia od nikotyny, aby zyskać nowych stałych klientów. Dlatego większość reklam tytoniu jest kierowana do młodzieży: wielu nastolatkom (jak wynika z badań opublikowanych przez kwartalnik Tobacco Control), tylko kilka dni palenia wystarcza, by się uzależnić. Młody organizm jest prawdopodobnie bardziej podatny na działanie nikotyny, dlatego dzieci i nastolatki uzależniają się szybciej niż dorośli.

Niebezpiecznie "lekkie"
Kompensacja to podświadome zmiany w sposobie palenia papierosów normalnych i "lekkich", które prowadzą do wyrównania ilości nikotyny, jaką dostarcza się organizmowi podczas palenia produktów różniących się jej zawartością. Aby osiągnąć optymalne stężenie nikotyny we krwi, palacze podświadomie modyfikują sposób palenia - dla zdrowia nie ma więc właściwie żadnego znaczenia, czy pali się zwykłe, czy "lekkie" papierosy.

Im mniej nikotyny w papierosie, tym więcej trzeba wypalić, aby jej potrzebną ilość dostarczyć do organizmu, a przecież dym tytoniowy to przede wszystkim smoła i karcinogeny. Dzięki kompensowaniu ilość dostarczonej nikotyny będzie taka sama, ale wskutek dłuższych i częstszych wdechów może się nawet zwiększyć ilość wdychanych rakotwórczych substancji. Paradoksalnie, papierosy "lekkie" należy uznać za bardziej szkodliwe dla zdrowia niż zwykłe. Dlaczego więc nie stworzyć papierosów zawierających obniżoną zawartość substancji smolistych przy nie zmienionej zawartości nikotyny? Jak wynika z raportu Lekarza Generalnego USA z 1981 roku, promowanie takich papierosów nie jest najlepszym rozwiązaniem. Po pierwsze, to nikotyna odpowiada za powstawanie i podtrzymanie uzależnienia, jest ona także prekursorem karcinogennych N-nitrozoamin, zwiększa wreszcie wyraźnie ryzyko chorób serca. Żaden rodzaj papierosa nie jest więc bezpieczny: jedynie rzucenie palenia może przynieść korzyści zdrowotne.

Amoniak
Jedną z najbardziej zaskakujących informacji zawartych w dokumentach firm tytoniowych były dowody przedstawiające niemal trzydziestoletnie, trwające od lat 70. wysiłki koncernów w celu zmiany chemicznej formy nikotyny i zwiększenia ilości fazy wolnej w dymie. W zależności od pH nikotyna może występować w kilku różnych postaciach chemicznych: jako sól w środowisku kwaśnym lub forma niezwiązana w środowisku zasadowym. Wolna nikotyna łatwo przenika przez błony biologiczne, w tym przez barierę pęcherzykową w płucach. O wiele dłużej przenika nikotyna zawarta w kropelkach aerozolu. Proces dyfuzji można jednak przyspieszyć zwiększając pH i rozcieńczając dym: pierwsze uzyskuje się dodając związki amoniaku podczas obróbki tytoniu, drugie przez stosowanie filtrów ze specjalnymi otworami wentylacyjnymi. Im wyższe pH tytoniu i frakcji kropelkowej dymu, tym większy procent łatwo wchłanianej nikotyny, szybsze przenikanie do krwi i wyższe stężenia osiągane w mózgu. Manipulacje nad pH rozpoczęła firma Phillip Morris produkująca m. in. papierosy Marlboro, w połowie lat 80. dołączyły niemal wszystkie większe koncerny tytoniowe. W dokumencie z 1971 roku czytamy:
"Realizujemy projekt, którego celem jest obniżenie całkowitej ilości nikotyny w dymie, przy jednoczesnym zwiększeniu jej efektu fizjologicznego. W ten sposób - redukując zawartość nikotyny w tytoniu - nie doprowadzimy do zmniejszenia efektów jej działania na organizm".
Najczęściej stosowaną metodą podnoszenia pH jest dodawanie związków amoniaku podczas obróbki tytoniu. Technologię wprowadzoną przez koncern Phillip Morris wykorzystują obecnie niemal wszystkie firmy tytoniowe. Ma ona bardzo ważną zaletę:
Maszyny testujące dym tytoniowy mogą wykryć tylko nikotynę fazy aerozolowej, nie są natomiast w stanie zmierzyć poziomu wolnej formy gazowej. Dzięki amoniakowi można stworzyć papierosy o bardzo małej całkowitej zawartości nikotyny, których wpływ na organizm będzie nawet wyższy od zwykłych.

W oficjalnych raportach firmy tytoniowe twierdzą, że amoniak dodawany jest do papierosów tylko w celu poprawienia smaku, zredukowania działania drażniącego i utrwalenia papierosa, a ewentualne zmiany we frakcjach nikotyny należy uznać za niezamierzone efekty uboczne. Więcej, nawet w 1995 roku, tuż przed ujawnieniem dokumentów, firmy tytoniowe zapewniały, że zarzuty dotyczące dodawania amoniaku w celu podwyższenia nikotyny są całkowicie bezpodstawne i nieprawdziwe. Zupełnie inne stwierdzenia zawierają tajne raporty firm dotyczące wykorzystania amoniaku w produkcji papierosów. Dokumenty te informują wprost: " (...) amoniak reaguje z solami nikotyny uwalniając wolną formę, co w rezultacie doprowadza do zwiększenia wpływu nikotyny na organizm".

Amoniak rozwiązał wiele problemów firm tytoniowych: pozwolił wyprodukować papierosy zawierające mniej substancji smolistych i nikotyny w dymie, ale posiadające taki sam efekt uzależniający. Konsumenci, przekonani, że palą "zdrowe" papierosy, wybierają "lekkie" marki. W dalszym ciągu otrzymują jednak wysokie dawki nikotyny, których potrzebują. Technologię użycia amoniaku należy uznać za przełomową dla producentów tytoniu. Z analiz wynika, że w miarę jak wzrastało pH i zawartość wolnej nikotyny w papierosach Marlboro, wzrastała wyraźnie sprzedaż tej marki. Philip Morris szybko stał się jednym z najważniejszych producentów papierosów.

Filtry
Firmy wprowadziły także wiele innowacji w budowie papierosa, np. mikroskopijne otwory wentylacyjne w początkowej części filtra. Podczas wdechu dym zostaje rozrzedzony przez dostające się do filtra powietrze. W takiej sytuacji palacz musi wdychać większe ilości lżejszego dymu, aby zapewnić sobie wystarczającą dostawę nikotyny. Głębokie "zaciąganie się" rozprowadza dym do najdalszych odcinków drzewa oskrzelowego: drobnych oskrzeli i pęcherzyków. Ostatnio pojawiły się informacje, że wśród palących "lekkie" papierosy zwiększyła się częstość występowania raka oskrzelikowo-pecherzykowego - nowotworu, który do tej pory nie był wiązany z paleniem tytoniu.

Tytoń
Na początku lat 80. BAT rozpoczął badania nad specjalną, genetycznie zmodyfikowaną i bogatszą w nikotynę, odmianą tytoniu Y-1. Cała akcja miała na celu dotrzymanie kroku konkurencji Phillip Morris, firmie, której technologia dodawania amoniaku do papierosów przyniosła wielki sukces. Genetycznie zmodyfikowany tytoń Y-1 zawierał ponad dwa razy więcej nikotyny niż inne odmiany i świetnie nadawał się jako dodatek do mieszanek tytoniu, szczególnie przy jednoczesnym zastosowaniu amoniaku. Po wprowadzeniu kilku udoskonaleń uzyskano mieszankę zawierającą większą ilość nikotyny w stosunku do substancji smolistych, stopniowo "oddającą" nikotynę i posiadającą lepszy smak. Trudno określić, czy B&W dalej stosuje Y-1, np. w polskiej fabryce w Augustowie. Wiadomo natomiast, że mimo formalnego zakazu stosowania tej odmiany wydanego przez FDA, używana była w USA jeszcze w 1997 roku.

Dodatki
Palacze wdychają też wiele groźnych substancji powstających w wyniku spalania dodatków smakowych wykorzystywanych w produkcji zapachowych papierosów. Przemysł tytoniowy deklaruje, że dodatki takie jak mentol, czekolada czy kakao są zupełnie bezpieczne, co nie jest prawdą, bo udowodniono, że podczas ich spalania powstają groźne związki rakotwórcze.

W sądzie
Ujawnienie dokumentów w procesie Minnesota wyzwoliło lawinę roszczeń i pozwów skierowanych przeciwko firmom tytoniowym. W 1997 roku i na początku 1998 koncerny podpisały ugody z czterdziestoma prokuratorami stanowymi dotyczące kosztów leczenia palaczy i finansowania kampanii antynikotynowej.
Do listopada 1998 roku podpisano porozumienia na sumę 246 miliardów dolarów. Ważna na 25 lat umowa wprowadza ograniczenia w reklamie, zakazuje marketingu skierowanego do młodzieży, zobowiązuje firmy do finansowania kampanii antynikotynowych i narzuca obowiązek pokrycia kosztów leczenia palaczy. W zamian za wymienione ustępstwa firmy tytoniowe uzyskały ochronę prawną przed pozwami stanowymi w sprawach odszkodowań. Przynajmniej teoretycznie, porozumienia nie mają ograniczać ofiarom nikotyny możliwości występowania z powództwem cywilnym.
Kolejnym realnym zagrożeniem dla przemysłu jest możliwość objęcia wyrobów tytoniowych kontrolą FDA: jest coraz bardziej prawdopodobne, że papierosy jako środki uzależniające, trafią wkrótce na półki aptek.
Pomiędzy latami 1954 a 2000, pomimo setek spraw sądowych przeciwko firmom tytoniowym, przemysł nie wypłacił ani centa odszkodowań ofiarom nałogu palenia (nie licząc porozumień stanowych). Jednak może się to radykalnie zmienić.
14 lipca 2000 roku sąd w Miami wydał historyczny werdykt zobowiązujący największe amerykańskie firmy tytoniowe do wypłacenia 145 miliardów dolarów odszkodowań poszkodowanym palaczom (ok. 500 tys. osób) z Florydy. Ława przysięgłych uznała, że koncerny tytoniowe ponoszą odpowiedzialność za choroby palaczy, ponieważ produkują i sprzedają śmiercionośny produkt, a dodatkowo kłamią na temat skutków palenia.Najwięcej, bo aż 74 mld dolarów ma zapłacić Phillip Morris, producent papierosów Marlboro. Firmy zamierzają oczywiście odwołać się od wyroku. Ten spektakularny wyrok będzie prawdopodobnie trudny do przeforsowania w Sądzie Apelacyjnym.
Na początku sierpnia 2000 roku przyznano 12,7 mln dolarów odszkodowań trójce palaczy, którzy wystąpili wcześniej z indywidualnymi pozwami. Jest to wydarzenie bez precedensu, bo do tej pory w całych Stanach palacze wygrali tylko sześć spraw, a większość z nich i tak zostanie odrzucona podczas apelacji.
W tydzień po pomyślnym wyroku florydzkim zapadło postanowienie w pierwszej polskiej sprawie przeciwko koncernom tytoniowym. Sąd Okręgowy w Krakowie oddalił pozew wniesiony przez mieszkańca Katowic, który żądał zadośćuczynienia za cierpienia swojej matki, nałogowej palaczki zmarłej na raka płuc. W uzasadnieniu wyroku sąd podkreślił, że w procesie nie udowodniono, aby pozwane zakłady Phillipa Morrisa w Krakowie i Zakłady Przemysłu Tytoniowego w Radomiu były odpowiedzialne za śmierć kobiety. Powód musi teraz zwrócić firmom koszty postępowania sądowego.
Jak widać, mimo wielu dowodów na dziesiątki lat kłamstw i dezinformacji, tysięcy stron dokumentów świadczących o manipulacji zawartością nikotyny w papierosach i potwierdzonych niebezpiecznych efektów zdrowotnych palenia, w dalszym ciągu nie udaje się obarczyć koncernów tytoniowych odpowiedzialnością za miliony zgonów, do jakich doprowadza używanie ich produktów. Nie wiadomo również, jakie metody zastosować, żeby ograniczyć światową epidemię palenia. Według Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego, istnieje tylko jeden skuteczny sposób: stopniowe obniżanie zawartości nikotyny we wszystkich rodzajach papierosów aż do poziomu dużo niższego od progowej dawki uzależniającej. Akcja taka może mieć również duże znaczenie w zapobieganiu rozpowszechnianiu nałogu wśród młodzieży, pomoże także palaczom rzucić nałóg. Według AMA, problemy kompensacji związanej z paleniem pozbawionych nikotyny papierosów można rozwiązać przez równoczesne zastosowanie terapii substytucyjnej nikotyny. Jak się wydaje, tylko całkowity globalny zakaz reklamy papierosów i stopniowe obniżanie zawartości nikotyny w papierosach mogą doprowadzić do, przynajmniej częściowego, zahamowania epidemii nikotynizmu. 

Dymek z papierosa

Przerażające liczby
Palenie jest czynnością nawykową, utrwalaną często przez lata, przy czym im dłuższy okres palenia, tym trudniejsze odejście od nałogu. Rzucenia palenia nie ułatwia też dostęp do papierosów oraz codzienny kontakt z osobami palącymi. Nie zawsze wystarcza silna wola, aby pozbyć się nałogu.
Ulotka wydana przez Centrum Onkologii głosi: "Papieros jest jedynym produktem, którego używanie zgodnie z jego przeznaczeniem powoduje przedwczesną śmierć". Tymczasem na świecie rośnie spożycie tytoniu. Szacuje się, że około roku 2020 liczba zgonów z powodu chorób od tytoniowych zbliży się do 10 milionów rocznie. Na szczęście, w naszej części Europy spożycie tytoniu wykazuje tendencje spadkowe. Dotyczy to również Polski. Ale nieszczęściem jest fakt, że po papierosy sięga coraz młodsze pokolenie. Po papierosy sięgają nawet ośmiolatki, a w gimnazjach i szkołach średnich zjawisko przybiera czasem rozmiary epidemii.
Są jednak siły, którym zależy na upowszechnianiu tego nawyku, a w zanadrzu mają dość przekonujące argumenty. Dzięki uprawie tytoniu i produkcji wyrobów tytoniowych tysiące ludzi ma pracę i środki do egzystowania we współczesnym świecie. Na upowszechnieniu palenia zależy głównie producentom papierosów, którzy - jak obliczono - wydają rocznie na kampanie reklamowe około 6 miliardów dolarów. Ale zyski ze sprzedaży wyrobów tytoniowych na pewno nie rekompensują strat ponoszonych przez ludzkość - i to nie tylko w wymiarze czysto finansowym.
Warto sięgnąć do statystyki. Według oficjalnych danych z roku 2000, każdego dnia na świecie z powodu palenia umiera 10 tysięcy osób. W krajach Unii Europejskiej, w których spożycie tytoniu - statystycznie rzecz ujmując - jest mniejsze niż u nas, jest ono odpowiedzialne za 500 tysięcy przedwczesnych zgonów rocznie. A w Polsce zgonów spowodowanych chorobami od tytoniowymi odnotowuje się ponad 80 tysięcy rocznie.
Czy nie są to liczby przerażające?!

Mechanizm uzależnienia

Z badań przeprowadzonych w Ameryce (Stany Zjednoczone i Kanada), którymi objęto 22 tysiące osób, wynika jednoznacznie, że najszybciej uzależniają się od nikotyny ludzie młodzi w wieku poniżej 18. roku życia, łatwiej dziewczęta niż chłopcy. Uczeni amerykańscy zaobserwowali, że wiele dzieci uzależnia się od nikotyny bardzo szybko, bo już po kilku tygodniach, a nawet kilku dniach okazjonalnego palenia. To uzależnienie przejawia się głównie nadpobudliwością, ogólną nerwowością i głodem nikotynowym, występującym nawet w przypadkach, gdy dziecko wypalało jednego papierosa dziennie.

Palenie papierosów bardzo często jest też drogą do innych uzależnień, do sięgania po inne środki odurzające. Niepalący znacznie rzadziej sięgają po alkohol i narkotyki.

Mechanizm działania nikotyny przypomina mechanizmy działania kokainy, heroiny, marihuany, kofeiny, alkoholu, choć - według znawców przedmiotu - działa silniej od nich.

Już w ciągu kilku sekund od momentu "zaciągnięcia się" dymem, nikotyna trafia do mózgu palącej osoby, pobudzając wydzielanie dopaminy - substancji odpowiedzialnej za doznawanie "przyjemności" związanej z paleniem i oddziałując na noradrenalinę, mającą wpływ na krótkotrwałe ożywienie i pobudzenie aktywności organizmu. Mózg z czasem przyzwyczaja się do działania nikotyny, a jej brak powoduje przykre objawy abstynencji, spowodowane spadkiem poziomu dopaminy i noradrenaliny. Aby złagodzić uczucie owego głodu, rozdrażnienia, sięga się po kolejnego papierosa - w ten sposób powstaje uzależnienie.

Skrytobójca
Jeszcze kilka danych statystycznych. Wynika z nich, że 38% mężczyzn i 23% kobiet - mieszkańców zachodniej części naszego kontynentu czynnie wspomaga firmy tytoniowe, spalając nałogowo ich wyroby "zgodnie z przeznaczeniem". Jak na tym zachodnioeuropejskim tle prezentują się mieszkańcy naszego kraju nad Bugiem, Wisłą i Odrą? Okazuje się, że męska część społeczeństwa zajmuje w Europie trzecie miejsce (41% palaczy). Wyprzedzają nas tylko Grecy (49% palących) i Hiszpanie (45% amatorów nikotyny). W pozostałych krajach procent palaczy wynosi od 29 do 40. Ten najniższy wskaźnik osiągnęli mieszkańcy Wielkiej Brytanii.

W znacznie korzystniejszej sytuacji znajdują się Polki, zajmując czwarte miejsce od końca (22% palących), dzieląc je z Francuzkami i Belgijkami. Mniejszy procent palących kobiet mieszka tylko w Finlandii (20%) i w Niemczech (21%). W pozostałych krajach procent palących kobiet jest wyższy i wynosi od 24 do 31.
W Europejskiej Konferencji na Rzecz Europy bez Tytoniu, zorganizowanej w Warszawie przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) wzięły udział środowiska lekarskie z 51 państw. Uczestnicy Konferencji podpisali deklarację, której celem jest kontynuacja walki z nikotynizmem, głównie poprzez ujednolicenie prawa w tym zakresie oraz uświadamianie społeczeństw o szkodliwości palenia tytoniu. Środkami pomocniczymi w walce z nałogiem mają być: dodatkowe opodatkowanie wyrobów tytoniowych, walka z nielegalną produkcją i przemytem tych wyrobów, wprowadzenie bezwzględnego zakazu ich reklamowania oraz sponsorowania przez firmy tytoniowe imprez, a także ochrona prawna osób niepalących.

Warto wypowiedzieć zdecydowaną walkę niedobremu zwyczajowi palenia tytoniu, przechodzącego z rodziców na dzieci. Nikotyna i trucizny zawarte w dymie papierosowym zabijają długo, skrycie, ale skutecznie! Papieros to groźny wróg człowieka. Po prostu: skrytobójca!

Wyznanie byłego palacza

Byłem nałogowym palaczem. W moim otoczeniu palili prawie wszyscy. Nie wiedziałem wówczas, że - jak głosi ulotka Centrum Onkologii w Warszawie - "20 sztuk wypalonych dziennie papierosów skraca przeciętnie życie o około 5 lat, 40 sztuk dziennie o 8 lat, każdy papieros skraca życie o 5,5 minuty". Nie wiedziałem też, że dym tytoniowy zawiera około 4 tysięcy substancji szkodliwych dla zdrowia; że ciała smoliste w nim zawarte są jedną z głównych przyczyn raka; że tlenek węgla zmniejsza zawartość tlenu we krwi, utrudniając pracę serca; że fenole niszczą rzęski nabłonka oskrzelowego... Nie wiedziałem o wielu innych niebezpieczeństwach związanych z paleniem tytoniu, w tym również o uzależnieniu.

Wiem, jak trudno pozbyć się nałogu, jak trudno wyjść z uzależnienia. Znam to z autopsji. Nie palę już ponad ćwierć wieku. A więc można się pozbyć nałogu z korzyścią dla siebie i dla otoczenia. A korzyści to wcale niemałe. Już w ciągu doby spędzonej bez papierosa - jak twierdzą specjaliści - zmniejsza się ryzyko ostrego zawału mięśnia sercowego. Powoli i systematycznie poprawia się czynność płuc, stabilizuje się krążenie - odczuwalne już w pierwszych miesiącach abstynencji. W ciągu pierwszego roku "wolności od nikotyny" organizm usuwa wiele nagromadzonych substancji i odbudowuje zniszczenia. Już po roku zmniejsza się o połowę ryzyko zachorowania na chorobę niedokrwienną serca, po pięciu latach o tyleż samo zmniejsza się ryzyko zachorowania na raka jamy ustnej, krtani i przełyku, a po dziesięciu latach prawie wszystko powraca do normy i ryzyko zachorowania na choroby typowe dla palaczy jest prawie takie samo, jak u osób nigdy niepalących.

Na rzucenie palenia nigdy nie jest za późno. Warto podjąć ten niemały trud, aby uwolnić się od widma przedwczesnej starości, cierpień i chorób oraz przedwczesnej śmierci. Młodym radzę iść "za modą". A modą staje się niepalenie. To nic, że starsi palą. Im trudno się odzwyczaić, są uzależnieni. Wy nie powinniście i nie musicie ich naśladować, pamiętając, że łatwiej nie podejmować eksperymentów z tytoniem, niż wyjść z nałogu. Postępujcie więc tak, jak uczy stare, chyba indyjskie przysłowie: "Postępuj zgodnie z naukami nauczyciela, lecz nie wzoruj się na nim", jeśli pali...

Grzech
W naszym otoczeniu z każdym dniem przybywa alergenów, czyli substancji uczulających. Jednym ze źródeł owych substancji jest dym papierosowy, który może powodować łzawienie oczu, kaszel, napady astmy oskrzelowej. Może też być powodem bardzo poważnych powikłań zdrowotnych, groźnych dla życia.

Dym tytoniowy działa więc zabójczo nie tylko na palacza, ale i na jego otoczenie. Można zatem rozważać problem palenia tytoniu w kategoriach moralnych, w kategoriach grzechu. Piąte przykazanie głosi: Nie zabijaj! Każdy więc, kto pali, popełnia grzech i to podwójny, bo szkodzi sobie samemu i innym. Wiadomo przecież, że grzech jest świadomym i dobrowolnym przekraczaniem przykazań Bożych. Czy można dziś mówić o nieświadomości zagrożeń, jakie niesie z sobą palenie tytoniu? Czy można mówić o przymusie palenia?

StanisŁaw Tubek - emerytowany nauczyciel języka polskiego w Technikum i Gimnazjum w Strzelcach Opolskich
 


Niedługo nie będzie papierosów "light"


Warszawa (PAP) - Już niedługo palacze nie będą mogli zaopatrywać się w papierosy typu "mild" czy "light". Używania tego typu napisów zakazuje Konwencja Ramowa dla Ograniczenia Zdrowotnych Następstw Palenia Tytoniu, uchwalona w maju przez 192 państwa zrzeszone w Światowej Organizacji Zdrowia.

Postanowienia Konwencji przedstawiał w Ministerstwie Zdrowia w piątek z okazji obchodzonego 31 maja Światowego Dnia bez Tytoniu szef Fundacji "Promocja Zdrowia" prof. Witold Zatoński. Jego wystąpieniu przysłuchiwali się uczniowie ośrodka szkolno- wychowawczego nr 15 dla dzieci słabo słyszących w Warszawie, którzy z okazji Dnia Dziecka na zaproszenie ministra zwiedzali zabytkowy gmach resortu.

"Ta konwencja daje społeczeństwu szansę na ograniczenie palenia tytoniu" - powiedział minister zdrowia Leszek Sikorski. Zapewnił, że nie jest palaczem. Dodał, że "czuje się niezręcznie", gdy widzi w mediach osoby publiczne z papierosem czy przy popielniczce wypełnionej niedopałkami. "Wolałbym zdjęcia ukazujące osoby publiczne grające np. w tenisa" - powiedział.

Określenia typu "light" czy "mild", według specjalistów od zwalczania nikotynizmu, sugerują, że papierosy w taki sposób oznaczone są mniej szkodliwe. "To mylne przekonanie" - powiedział Zatoński. Dlatego Konwencja zakazuje ich stosowania. Państwa, które ratyfikują konwencję, będą musiały zająć się tą kwestią w ciągu ok. trzech lat.
Pięć lat będą miały natomiast na wprowadzenia całkowitego zakazu reklamy wyrobów tytoniowych oraz promocji i sponsoringu ze strony koncernów tytoniowych.

W myśl postanowień Konwencji, nakazuje się ochronę niepalących przed dymem tytoniowym oraz stworzenie programów pomocy dla osób, które chcą zerwać z nałogiem.
Konwencja wejdzie w życie po ratyfikacji jej przez co najmniej 40 państw.

Dym tytoniowy zawiera ok. 4 tys. szkodliwych substancji, przy czym ok. 40 z nich ma działanie rakotwórcze. Palenie jest jednym z najważniejszych czynników powodujących nowotwory, choroby układu krążenia i choroby układu oddechowego. Według Fundacji, w Polsce papierosy pali ok. 9 mln Polaków, wypalając 90 mld papierosów rocznie i wydając na to ok. 16 mld zł.


Reklama, która zabija - Krystyna Gurgul

Badania wykazują, że większość ludzi zaczyna palić w bardzo młodym wieku - przed ukończeniem 18. roku życia. Jeżeli taki trend utrzyma się, to około 250 mln palących obecnie młodych umrze w przyszłości powodu chorób odtytoniowych. Według szacunkowych danych WHO z 1998 r., obecnie na świecie pali około 1,3 miliarda ludzi: 25 proc. całej populacji. Z tego prawie połowa mężczyzn i 12 proc. kobiet. Najwięcej palących żyje w krajach Azji Wschodniej i Europie. Natomiast najczęściej pali się w krajach wysoko rozwiniętych, mimo iż od lat 70. obserwuje się tu tendencję spadkową. W tym samym czasie w krajach średnio rozwiniętych zaobserwowano prawie pięćdziesięcioprocentowy wzrost konsumpcji produktów tytoniowych, a w krajach nisko rozwiniętych spożycie papierosów nie zmieniło się zasadniczo w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat.

W Polsce w ostatnich latach utrzymuje się tendencja spadkowa: odsetek palących od kilku lat utrzymuje się na względnie stałym poziomie i wynosi ok. 50 proc. wśród mężczyzn i 25 proc. wśród kobiet.
Niestety, palimy bardzo dużo: statystyczny Polak (powyżej 15 roku życia) pali 2300 papierosów rocznie, czyli ok. 6,3 papierosów dziennie - liczba ta należy do najwyższych na świecie. Wzrasta ciągle liczba zgonów z powodu chorób odtytoniowych. Ogółem w latach 90. ok. 30 proc. zgonów mężczyzn i 6 proc. zgonów kobiet było skutkiem palenia tytoniu.
Papieros to jedyny legalnie dostępny produkt, którego używanie powoduje śmierć.

Palący stanowią ogromny, zapewniający olbrzymie zyski rynek zbytu. Interesy firm stanęły jednak ostatnio przed poważnym zagrożeniem, bowiem podejście do problemu palenia zmieniło się radykalnie, ale papierosy przestają być społecznie akceptowalne, a niekiedy wyzwalają nawet wrogie odruchy. Jednak w dalszym ciągu szkodliwe papierosy są legalnym, wszędzie dostępnym produktem, a dobrze prosperujące firmy tytoniowe inwestują miliony dolarów w promocję swoich wyrobów. Pomimo wprowadzanych zakazów palenia w miejscach publicznych oraz istotnych ograniczeń dotyczących reklamy, papieros jest ciągle jednym z najbardziej agresywnie promowanych produktów.

Przemysł tytoniowy wydaje miliardy dolarów na marketing - w samych Stanach Zjednoczonych ponad 5 miliardów rocznie. Co roku z powodu palenia papierosów umiera około 4 mln ludzi, a dwa razy tyle skutecznie zrywa z nałogiem - firmy tytoniowe muszą znaleźć nowych klientów na ich miejsce.

Reklama powoduje, że palenie staje się nawykiem postrzeganym jako normalny i bezpieczny dla zdrowia. Przedstawiając palenie jako czynność szczególnie atrakcyjną utrudnia rzucenie nałogu i przyciąga nowych palaczy (zwłaszcza ludzi młodych).
Firmy tytoniowe twierdzą natomiast, że kierują reklamy swoich wyrobów do już palących. Reklama ma m. in. zapewnić ich lojalność wobec marki czy informować o nowych produktach. A przecież palacze muszą kupować papierosy, bo są od nich uzależnieni. Jeśli zmieniają markę, to i tak zwykle na papierosy tej samej firmy. W rzeczywistości reklama skierowana jest do niepalących, zwłaszcza młodych, ludzi - ma zachęcić ich do sięgnięcia po papierosa, uzależnić od nikotyny i eksploatować, aż umrą z powodu raka płuc lub zawału serca.

Ujawnione podczas procesu w stanie Minessota (USA) dokumenty firm tytoniowych wykazały, że koncerny gruntownie studiowały nawyki, skłonności i życzenia potencjalnych klientów: kobiet, dzieci oraz innych grup społecznych (np. zwyczajowo niewiele palących).
Niektóre reklamy i akcje marketingowe skierowane były wyłącznie do "młodych palaczy" w wieku 13-14 lat, w dokumentach określa się ich nawet jako "papierosowy interes jutra".

Ponieważ większość palaczy zaczyna palić przed 20. rokiem życia, do nich właśnie przemysł tytoniowy kieruje swe reklamy. Kampanie promocyjne bezpośrednio wiążą się ze zwiększeniem sprzedaży reklamowanej marki wśród młodzieży, wyraźnie wzrasta również całkowite spożycie tytoniu w tej grupie. Oczywiście żadna z firm tytoniowych nigdy otwarcie nie przyzna, że kieruje swoje bardzo skuteczne kampanie marketingowe do dzieci.

Kampania Cameli w 1988 roku, wykorzystująca rysunkową postać wielbłąda Joe Camela doprowadziła do zwiększenia w ciągu 3 lat spożycia tej marki wśród ludzi poniżej 18. roku życia z 1 do ponad 13 proc. Kiedy firma zdecydowała się wycofać wizerunek Joe Camela z reklam po fali protestów, sprzedaż papierosów marki gwałtownie spadła. Nawiasem mówiąc, ostatnia akcja reklamowa Cameli w Polsce zaczyna przypominać amerykańską kampanię sprzed 10 lat... Firmy posługują się również sloganami, które wiążą palenie papierosów z Ameryką - symbolem lepszego świata. Najlepszym przykładem są reklamy papierosów Marlboro. Nawet dzieci bezbłędnie kojarzą kowboja z papierosami.
Reklamy zmieniają papierosa w symbol wolności, zabawy i zdrowia.
Decyzja o rozpoczęciu palenia jest często podejmowana pod ich wpływem. Według badań amerykańskich, reklama skuteczniej zachęca młodych do palenia niż rodzice i rówieśnicy, nawet jeśli ankietowane dzieci częściej wskazują rówieśników jako tych, którzy namówili ich do sięgnięcia po papierosa. Potwierdza to np. fakt, że młodzi wybierają najczęściej drogie, reklamowane marki.
W ostatnich latach zanotowano - mimo tendencji spadkowej w całej populacji - zwiększenie częstości palenia papierosów wśród nieletnich.
Szacuje się, że w np. Stanach Zjednoczonych każdego dnia 3 tys. młodych ludzi zaczyna palić: jedna trzecia z nich umrze przedwcześnie z powodu chorób odtytoniowych. Wzrost ten jest ściśle skorelowany z intensywną kampanią reklamową skierowaną do ludzi młodych.
W ostatnich latach nasiliły się także akcje mające na celu ograniczenie rozpowszechnienia palenia tytoniu pośród dzieci i młodzieży. Jedną z nich jest GYTS (Global Yought Tobacco Survey) przedsięwzięcie podjęte m. in. przez WHO. Jego celem jest zgromadzenie informacji na temat rozpowszechnienia palenia w śród młodzieży w krajach rozwijających się - także w Polsce.

Według tych badań
W polskich miastach papierosów spróbowało ok. 70 proc. dzieci w wieku od 13 do 15 lat. 30 proc. paliło w ciągu ostatniego miesiąca, a 25 do 30 proc. sięgnęło po pierwszego papierosa przed ukończeniem 10. roku życia.

Podobnie wysokie odsetki zanotowano tylko w krajach byłego bloku wschodniego szczególnie na Ukrainie i w Rosji. Z analizy oddziaływania reklamy na młodych wynika, że jedynie 35 proc. spośród ankietowanych widziało w ciągu ostatnich 30 dni reklamy antytytoniowe, natomiast prawie 90 proc. widziało reklamy papierosów.

Obejść zakaz
Niedopuszczalne jest umieszczanie billboardów tytoniowych ani reklam papierosów w prasie młodzieżowej. Istnieje jednak wiele sposobów na ominięcie tych ograniczeń: każda niemal reklama tytoniu przedstawia radosnych nastolatków tworzących luzacką paczkę. Tymczasem przemysł tytoniowy przyjął podobno dobrowolnie (o czym można poczytać choćby na stronie internetowej Krajowego Stowarzyszenia Przemysłu Tytoniowego), że nie będzie wykorzystywał w reklamie osób mających mniej niż 25 lat. Podobnie poczytne, także wśród młodzieży, gazety i magazyny zawierają zwykle po kilka całostronnicowych reklam tytoniu, w ten sposób łatwo omija się uchwalony zakaz reklamy w magazynach młodzieżowych.

Kiedy wiele krajów - miedzy innymi w Unii Europejskiej - wprowadziło ograniczenie reklamy papierosów, firmy tytoniowe rozpoczęły poszukiwanie nowych, również ukierunkowanych na ludzi młodych, metod promocji swoich produktów. Możemy do nich zaliczyć np. sponsorowanie wydarzeń sportowych, promocje koncertów rockowych i dyskotek, umieszczanie znaków firmowych na innych produktach, darmowe rozdawanie papierosów i innych produktów oznakowanych marką tytoniu podczas wydarzeń gromadzących młodzież - w dyskotekach czy pubach. Do arsenału metod wykorzystywanych przez firmy tytoniowe należy zaliczyć także tzw. przedłużacze. Są to produkty (koszulki, czapeczki, torby, parasole) nie mające nic wspólnego z papierosami poza tym samym logo. Dzięki nim reklamuje się znak towarowy.

Specjalnie dla kobiet...
Młodym ludziom razem z papierosami sprzedaje się obrazy, mity zachodniego stylu życia. Młodym kobietom - poczucie niezależności i atrakcyjności. Na świecie pali obecnie ok. 250 mln kobiet, a koncerny tytoniowe w dalszym ciągu prowadzą agresywną kampanię zachęcającą nastolatki do sięgnięcia po papierosa. Według ostrożnych prognoz, do roku 2025 liczba palących kobiet może się potroić. Rozpowszechnienie palenia wśród kobiet jest najwyższe w krajach europejskich (zwłaszcza Danii i Norwegii) i wynosi ok. 23 proc. W krajach rozwijających się odsetek palących kobiet wzrasta, głównie wskutek bardzo agresywnej kampanii reklamującej wyroby tytoniowe. Sytuacja taka występuje min. w wielu krajach Azji Południowej, gdzie palenie jest utożsamiane z nowoczesnością i uwolnieniem od tradycyjnych ról społecznych. Oprócz nowotworów i chorób serca, palące kobiety narażone są na wystąpienie wielu innych działań ubocznych nałogu, takich jak niepłodność i powikłania ciąży. Równoczesne zażywanie hormonalnych środków antykoncepcyjnych i palenie tytoniu podnosi ryzyko zgonu z powodu choroby serca nawet 20 do 40 razy w porównaniu z niepalącymi.
Przemysł tytoniowy wykorzystuje w reklamach wizerunek nowoczesnej, aktywnej i atrakcyjnej kobiety, która pali po to, aby podkreślić swoją niezależność. Niektóre papierosy są kłamliwie reklamowane jako "lekkie", "o łagodnym zapachu" i szczególnie często wybierane przez młode kobiety.

Pewne marki, promowane w specjalnych, zakrojonych na szeroką skalę kampaniach, zostały stworzone specjalnie dla kobiet. Z roku na rok wzrasta ich sprzedaż - tak jak odsetek palących kobiet.
Akcje reklamowe są szczególnie agresywne w rejonach, gdzie palenie wśród kobiet nie jest akceptowane ze względów kulturowych, np. w Indiach. Firmy tytoniowe proponują tutaj nawet sprzedaż wysyłkową, jeśli kobieta z różnych względów nie chce kupować papierosów w sklepie.
Badania prowadzone w ponad 100 krajach świata wskazują, że częściowe ograniczenie reklamy papierosów nie doprowadza do redukcji spożycia. Kiedy prawo (jak w Polsce) zabrania reklamy tylko w wybranych rodzajach mediów, można łatwo ominąć zakazy. Jedynie wprowadzenie rozległych ograniczeń: we wszystkich mediach i obejmujących także inne formy promocji, wydaje się efektywnym sposobem walki z nikotynizmem.

Eksperci twierdzą, że jedynie wprowadzenie całkowitego zakazu reklamy i promocji może zredukować spożycie papierosów o ok. 8 proc.
Niestety, nawet całkowity zakaz nie ograniczy napływu reklamy z zewnątrz, przez transmisje wydarzeń sportowych czy Internet. Tylko całkowity, globalny zakaz mógłby przynieść oczekiwane rezultaty. Ograniczenia powinny dotyczyć każdego rodzaju reklamy, zarówno bezpośredniej, jak i pośredniej: we wszystkich rodzajach mediów.