Naszą witrynę przegląda teraz 16 gości 

szukaj

Odwiedziło nas:

0

Sonda

Czy twoja bliska lubznajoma osoba nadużywa alkoholu?
 

Odzwiedziło nas :

dziś:97
wczoraj:110
wszystkie odwiedziny:424494
Hazard

 W uścisku jednorękiego bandyty

Sprawa automatów do gier losowych to nie tylko posłowie podejrzewani o korupcję i szemrani lobbyści. To także ludzkie tragedie - hazard uzależnia równie mocno jak narkotyk.

O poranku w czwartek 11 grudnia 2003 roku 27-letni Maciej Barański wdrapał się na 40-metrowy dźwig w centrum Warszawy. Dopiero gdy dotarł na szczyt, został zauważony przez robotnika budowlanego, który wezwał policję. Po trzech godzinach negocjacji z psychologami Barański zszedł na ziemię. Chciał popełnić samobójstwo. Z rozpaczy. W ostatnich dniach, grając na automatach, przegrał 40 tys. zł. Dziś ten nałogowy hazardzista jest na obserwacji w zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego.

W historii Barańskiego, który kilka lat temu przyjechał do stolicy z Sokółki, małej miejscowości pod Białymstokiem, jest wszystko: nadzieja młodego chłopaka na lepsze życie, rozczarowanie, gdy nie udało się zrobić kariery w wielkim mieście, i miraż drogi na skróty. Jest jednym z tych, którzy wpadli w sidła "jednorękich bandytów", ustawianych w salonach gier, dworcach kolejowych, obskurnych barach czy na stacjach benzynowych. W tych kasynach dla ubogich zapach potu, dymu z tanich papierosów i piwa miesza się z wiarą w zdobycie fortuny za 25 groszy - bo tyle właśnie kosztuje najtańszy żeton.

Do czerwca tego roku urządzenia do gier losowych - jeśli nie stały w oficjalnie działających kasynach lub salonach gier - nie mogły wypłacać wygranych. Mimo to ich liczbę szacowano na 50 tysięcy. Właściciele maszyn omijali zakazy, przyczepiając do urządzeń kartki: "automat nie wypłaca wygranych". Co też było zgodne z prawdą - bo wygrane "spod lady" wypłacał barman, a hazardowy interes kręcił się w najlepsze.
I nic się nie zmieniło od czerwca 2003 r., kiedy to weszła w życie nowa ustawa o grach losowych, mająca ograniczyć czarny rynek automatów. Zgodnie z nią każdy właściciel "jednorękiego" może na nim legalnie zarabiać, jeśli wykupi za 40 tys. zł koncesję. Sęk w tym, że w kolejce po koncesję czeka tylko ok. 4 tys. wniosków. Pozostałe 90 proc. automatów, tak jak przed uchwaleniem ustawy, udaje gry zręcznościowe, a ich właściciele jak nie płacili podatków, tak nie płacą. - W najbliższych miesiącach planujemy wzmożone kontrole - zapowiada Filip Niełaczny z resortu finansów. Trudno wyrokować, czy zmniejszy się wtedy liczba automatów, bo nałogowych graczy raczej nie ubędzie. I tu można przywołać słowa Jerzego Jaskierni, który w Sejmie, przekonując do niskich podatków od hazardowego interesu, mówił, że automaty to też forma rozrywki, która mieszkańcom mniejszych miast wynagradza brak teatrów, filharmonii i wystaw.

W 200-tysięcznych Kielcach jest jeden teatr dramatyczny i 5 kin, ale za to niemal 3 tysiące jednorękich bandytów. Kolorowymi światełkami mamią spragnionych barwniejszego życia. Ich czarowi uległ też Dariusz Kowalewski, kielecki mechanik samochodowy, dziś bezrobotny. Pytany, z czego żyje, nie potrafi udzielić jasnej odpowiedzi. Nie pracuje, nie ma prawa do zasiłku, ale nie szuka pracy. Jest przystojny, schludnie ubrany, jego malutkie dwupokojowe mieszkanko - skromne, ale czyste i porządnie utrzymane. Kowalewski ma 33 lata, żonę, czteroletnią córeczkę i rozbiegany, błędny wzrok. Kiedy rozmawia, rzadko patrzy w oczy, mówi krótkimi, urywanymi zdaniami. Gra od 10 lat. Nie ma dnia, by nie zasiadł przed maszyną. Sam przyznaje, że jest uzależniony. Jak narkoman. Zawsze po większej przegranej obiecuje sobie, że to już koniec, że nigdy więcej nie zagra. I zawsze obietnicę łamie.

Większość hazardzistów twierdzi, że grają nie dla siebie, tylko dla rodziny, dla żony, dla dziecka. - Grając daję nam wszystkim szansę na lepsze życie - twierdzi Marek Parczewski, mechanik samochodowy z Warszawy, hazardzista od 6 lat. Zapomina powiedzieć, że od dawna to nie on, lecz żona za 1,5 tys. zł utrzymuje ich oboje, dba, by na czas płacić miesięczne rachunki: ok. 300 zł i 150 zł czynszu za 35-metrowe mieszkanie na peryferiach miasta.

Motywy rozpoczęcia gry, która prawie zawsze kończy się nałogiem, są w przypadku większości hazardzistów podobne. Chcą się wyrwać z miejsca, gdzie wieczorami nie warto wychodzić na ulicę, bo można dostać nożem, gdzie nocne życie toczy się w bramach, obok których lepiej nie przechodzić, i w salonach gier, choć te ostatnie przynajmniej dają jakąś nadzieję na przyszłość. Ulegając pokusie szybkiego wzbogacenia, rozpoczynają wyścig z czasem. Jeśli uda im się coś szybko wygrać, uratują siebie, czasem swoją rodzinę przed rozpadem. A jeśli nie? Przyznają, że trzeba będzie dalej grać.

W warszawskim salonie gry Tip Top nawet w środku dnia panuje półmrok. Ciemność rozświetlają tylko punktowe żarówki nad barem i migające lampki 60 maszyn ustawionych pod ścianami. Małgorzata Opolska, barmanka w salonie, twierdzi, że całkowicie zobojętniała na tragedie ludzi przegrywających nawet ostatnie pieniądze. Co kilka dni jakiś nałogowiec ze łzami w oczach chce jej sprzedać ślubne obrączki lub pamiątkowy zegarek. - Widziałam też kobietę w zaawansowanej ciąży, która próbowała odciągnąć od maszyny swojego męża. Płakała, ale nic nie wskórała. Facet przegrał całą wypłatę - wspomina Małgorzata.

Wielu twierdzi, że przychodzi tylko popatrzeć. Ale to nieprawda. Ich oczy i ręce z czasem wchodzą do gry. Najpierw biorą piwo, siadają w kącie i udają, że to, co się dzieje obok, ich nie dotyczy. Ich tu nie ma. Łyk piwa. Rzut oka na znajomego, który akurat przegrał pięć stów, ale to nic, przecież zaraz może się odegrać. Błyskają lampki, od czasu do czasu ktoś rzuci jakieś przekleństwo. Kolejny łyk. No i się zaczyna. Nerwowo palcami stukają o blat stołu. Coraz częściej podnoszą oczy znad piwa raz na jeden, raz na drugi automat. Cholera, wszystkie zajęte. Czekają, ale to czekanie z każdą chwilą staje się coraz trudniejsze do zniesienia. Dłonie głośniej wystukują rytm.

Wreszcie jeden automat wolny. Trzy szybkie łyki piwa, wstają i prawie biegną. Żeby być pierwszym, żeby nikt nie wyprzedził, bo dłużej już nie można czekać na grę. I w tym momencie automat połyka człowieka. Reszta jest nieciekawa, przegrana, wygrana, przegrana, wygrana, przegrana. Gra trwa nie dłużej niż piętnaście minut. Można wygrać dwa, trzy tysiące. Można tyle samo przegrać. Kiedy organizm gracza dostaje to, czego chciał, adrenalina opada.

- Po kilku godzinach stania przy automatach wychodzą przeważnie bez grosza. Ale zawsze wracają, bo dla nich nic poza automatem nie istnieje - twierdzi Opolska.

Ten pierwszy raz - jak w przypadku pierwszego łyku alkoholu czy zapalonego skręta
- zdarza się albo z przypadku, ciekawości albo za namową znajomych. Kowalewski po raz pierwszy wszedł do salonu gier pod wpływem przyjaciół, opowiadających o wielkich wygranych. Psychologowie nazywają to syndromem rozszerzenia odpowiedzialności. Hazardzista wie, że robi źle, że odstaje od normy, dlatego im więcej osób namówi do gry, tym bardziej sama gra w jego oczach staje się obowiązującą normą.
(...)

Andrzej Potocki  ( Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. ), Igor Ryciak ( Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. ); Współpraca Małgorzata Gacek, Kielce
Artykuł ukazał się w tygodniku Newsweek Polska, w numerze 03/04 na stronie 24

 

POMOC

 

W Wojewódzkim Ośrodku Terapii Uzależnienia i

Współuzależnienia w Opolu Ul. Głogowska 25 B.

Tel. 77 455 25 35

Tel/fax 77 457 63 64

Rozpoczęła pracę grupa terapeutyczna dla osób

uzależnionych od hazardu, zapraszamy

wszystkich, którzy chcą skorzystać z pomocy.

www.wotuiw.opole.pl

Mitingi Anonimowych Hazardzistów

Opole
sobota, godz. 10:00
adres: ul. Mickiewicza, Kościół Piotra i Pawła Dom Katechetyczny
(ostatnia sobota miting otwarty)
email: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Wrocław
poniedziałek, godz. 17:30
adres: ul. Jedności Narodowej 181/1 

czwartek, godz. 19:00
adres: ul. Wybrzeże Korzeniowskiego (na terenie Kliniki Leczenia Uzależnień)
e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

Częstochowa
Piątek, godz. 18:00
adres: Parafiia Św. Józefa (Sala katechetyczna nr 1), Częstochowa (Raków)
e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
 

Katowice
Poniedziałek, godz. 19:00
adres: Ośrodek Duszpasterstwa Akademickiego(z tyłu Archikatedry Chrystusa Króla)
ul.Wita Stwosza 16 
e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
 

Rybnik
sobota, godz.14:00 (ostatnia sobota w miesiącu miting otwarty) Ośrodek Pomocy Psychologicznej 44-203 Rybnik ul Mikołowska 94 (obok Huty Silesia)
e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.